• Marta Burzyńska

Z WIZYTĄ W WIOSCE PLEMION GÓRSKICH PÓŁNOCNEJ TAJLANDII


Zwiedzanie północnej Tajlandii to świetna okazja, by odwiedzić górskie plemiona, które przybyły w te tereny z nadzieją na lepsze życie z sąsiedniej Birmy, Chin, oraz Tybetu. Co je łączy? Wszystkie przywędrowały do Tajlandii uciekając przed głodem, wojną, represjami i dyskryminacją w swoich krajach. W Tajlandii odnaleźli schronienie przed reżimem, ale pogardzani przez Tajów z nizin powędrowali w góry na północy kraju, by tam prowadzić koczowniczy tryb życia w odległych od cywilizacji wioskach. Ludność ta utrzymywała się z uprawy ziemi, a także z produkcji opium, która została zakazana w latach 80-tych XX w. Na przestrzeni lat przybysze zaczęli asymilować się z Tajami, zatracając swoje tradycje. By chronić ich dziedzictwo państwo utworzyło dla nich odrębne wioski, będące namiastką dawnego, plemiennego życia. Niestety Tajowie bardzo szybko zauważyli, że egzotyczna kultura i orientalne stroje przyciągają rzesze spragnionych wrażeń turystów z całego świata…

Dziś jest to jeden z najbardziej zróżnicowanych kulturowo i etnicznie regionów na świecie. Mniejszości etniczne zamieszkujące te tereny różnią się niemal wszystkim: językiem, strojem, religią i tradycjami. Ich populację szacuje się na 500-800 tysięcy. Północną Tajlandię zamieszkuje łącznie ponad 16 odrębnych grup etnicznych. Spośród nich siedem największych to Akha, Karen (Kayan), Lahu, Miao, Yao, Lisu, oraz najsłynniejsza grupa etniczna Padaung. Dziś zabieram Was do wioski zamieszkiwanej przez cztery różne grupy etniczne.

Plemię Lu Mien - Yao

Pierwszym plemieniem jakie spotykamy w wiosce jest Yao. Lud ten pochodzi z gór południowych Chin, dziś znany jako prowincje Guangdong, Guangxi i Hunan, ale spotkać go można również w Wietnamie, Laosie, oraz Tajlandii. Sami określają się mianem „lu Mien“. Ludzie Yao byli rolnikami od ponad tysiąca lat, głównie uprawiali ryż. Yao zamieszkali w pobliżu zalesionych regionów, angażując się również w polowania. Kultura Yao to bogata mieszanka kultu przodków, taoizmu, oraz duchowych wierzeń. Według Yao dusze ludzkie kradzione są przez złe duchy, a ich utrata może powodować choroby, a nawet śmierć. Aby odzyskać zdrowie, Yao odprawiają specjalne rytuały, które mają na celu przekonanie duchów, aby zwróciły dusze. Język pisany Iu Mien jest podobny do chińskich znaków i skupia się jedynie wokół zapisów pieśni religijnych. Yao nie mają własnego języka pisanego używanego na co dzień. Posługują się jedynie własnym językiem mówionym yao (mien). Tradycyjny strój kobiet składa się ze skórzanej czarnej bluzki, spódnicy, spodni, haftowanej czapki, srebrnej biżuterii, oraz charakterystycznego, jasnoczerwonego bądź różowego boa przewieszonego wokół szyi.

Plemię Akha

Innym plemieniem, które mamy okazję spotkać to lud Akha, pochodzący z prowincji Yunnan w Chinach, ale zamieszkujący również Birmę, Laos i Wietnam. Co ciekawe, posiadają swój własny język tybetańsko-birmański, ale nie ma on formy pisanej. Akha są animistami, wierzą w moc duchów, przyrody i praktykują kult przodków, co wiąże się z odprawianymi obrzędami, także ze składaniem ofiar ze zwierząt. Akha wierzą, że wszystkie istoty nie-ludzkie, oraz przedmioty martwe posiadają dusze. Niezwykle ciekawym elementem kultury Akha są tradycyjne stroje, noszone często również na co dzień. Kobiety noszą zdobione kolorowym haftem stroje, oraz charakterystyczne, bogato zdobione nakrycia głowy, zwane u-coes. Najczęściej są to wysokie stożkowate czapki, przyozdobione kolorowymi koralikami, wstążkami, srebrnymi kulkami, monetami, oraz dzwonkami.


Dużym zaskoczeniem może się okazać czarny uśmiech, który nie jest efektem zaniedbania higieny jamy ustnej ale... żucia betelu. Betel to roślina będąca czwartą najpopularniejszą używką na świecie, ma właściwości orzeźwiające i lecznicze, a ubocznym skutkiem jej zażywania jest barwienie zębów na czarno. Trudno powiedzieć, co było pierwotną przyczyną sięgnięcia po betel. Dziś dla kobiet z plemienia Akha to wyznacznik ich piękna. Bo im czarniejszy mają uśmiech, tym są atrakcyjniejsze dla swoich mężczyzn.

Plemię Kayaw - Wielkie Uszy

Plemię Kayaw zwane „Wielkimi Uszami” jest jednym z odłamów plemienia Karenów. Wywodzi się z Birmy, a za najbardziej święte miejsce na ciele człowieka uważa się uszy. Z tego względu właścicielki dużych uszu uznawane są za wyjątkowo atrakcyjne. Stąd też płatki uszu wyciągane są przez specjalne kolczyki-obręcze, które z upływem lat wydłużają płatek małżowiny. Oprócz kolczyków, powiększających uszy do monstrualnych rozmiarów, głównym elementem tradycyjnego kobiecego stroju są także mosiężne obręcze deformujące łydki.

Plemię Padaung – Kobiety o długich szyjach

Na sam koniec odwiedziliśmy najciekawszą grupę etniczną, zamieszkującą wioskę, czyli ludność Padaung, zaliczaną do Kayanów, kolejnego z plemion ludu Karenów, które do Tajlandii przybyło z sąsiedniej Birmy. Sami Padaung określają się mianem Kayan. Swoją popularność zawdzięczają przede wszystkim mosiężnym obręczom, które zakładają kobiety należące do tego plemienia. Samo słowo padaung oznacza miedziane obręcze, a dziewczęta z owiniętymi wokół szyi pierścieniami nazywa się „Długimi Szyjami”. Na tradycyjny strój kobiet z plemienia Paduang składa się także kolorowy turban, legginsy, krótka granatowa spódnica, oraz luźna tunika. Kim zatem są kobiety z plemienia Padaung?

Uwięzione we własnej tradycji, czyli kontrowersje wokół plemienia Padaung

Złote pierścienie, które niegdyś stanowiły symbol bogactwa, statusu i piękna, dziś wzbudzają sporo kontrowersji. Atrakcja ta nawet zyskała niechlubne miano “ludzkiego zoo” i w sumie ciężko się z tym nie zgodzić.


Część kobiet z plemienia Padaung wraz z rodzinami uciekła do Tajlandii ze wschodniej Birmy przed prześladowaniem birmańskiej junty i niepokojami wewnętrznymi w tym kraju. W nowym kraju znalazły schronienie, lecz także na swój sposób zostały uwięzione. Wszystko przez jedyne w swoim rodzaju ozdoby- metalowe obręcze zawijane wokół szyi. Tajlandia dość szybko zorientowała się, że wielu ludzi chętnie zapłaci za możliwość spotkania i podglądania tych osobliwych kobiet. Bo przecież noszenie na szyi kilkukilogramowych mosiężnych obręczy nie jest w naszym rozumieniu normalne.


Wydzielono zatem osoby z plemienia Padaung z obozów dla birmańskich uchodźców, a następnie przeniesiono przedstawicieli tej grupy etnicznej do specjalnych wiosek, gdzie turyści mogą ich podglądać. Plemiona w zamian za pokazywanie się turystom otrzymują od państwa wsparcie finansowe, oraz żywność, a połowę dochodu z turystyki (bilety wstępu do wiosek) i całość ze sprzedaży pamiątek mogą zachować dla siebie.

Może nie byłoby nic w tym aż tak złego gdyby nie to, że kobiety z plemienia Padaung stały się niejako zakładniczkami tradycji. Pozbawione paszportów i obywatelstwa, nie mają innego wyboru, jak pozostać w 'rezerwacie’, pozować do zdjęć i utrzymywać się ze sprzedaży własnoręcznie robionych pamiątek. Jedno jest pewne – żadna z kobiet nie chce wracać do ogarniętej reżimem Birmy. Tutejsze kobiety nie muszą ciężko pracować w polu, wystarczy że siedzą na progach chat i pozują do zdjęć uszczęśliwionym turystom. Więc może nie jest to do końca takie złe? Są jednak również ciemne strony takiej sytuacji bowiem opuszczenie takiej wioski wiąże się z ogromnymi utrudnieniami. Często, pomimo spełnienia wszystkich warunków, utrudnia się im to. Dla władz przy tak dużym zainteresowaniu turystów są jak kury znoszące złote jajka. No a wiadomo nikt nie chce łatwo zrezygnować z czegoś, co przynosi ogromne zyski.

W 2008 roku UNHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do Spraw Uchodźców) wyraziło zaniepokojenie tym, że kobietom Padaung utrudnia się opuszczenie turystycznych wiosek, do których zostały przesiedlone z obozów dla uchodźców wbrew ich woli. Ponoć od tamtej pory ich sytuacja bardzo się poprawiła. Część kobiet wróciła do obozów dla uchodźców, które są zamknięte dla turystów. Innym zezwolono na opuszczenie Tajlandii i wyjazd do Nowej Zelandii. Jednak wciąż wiele z nich mieszka w wioskach, służących jako atrakcja turystyczna.


Skąd wziął się zwyczaj noszenia przez kobiety miedzianych obręczy na szyi?

Choć tradycja zakładania przez kobiety mosiężnych obręczy sięga wielu pokoleń, tak naprawdę nie wiadomo, skąd wziął się ten zwyczaj. Najpopularniejsze teorie mówią, że miały je chronić przed atakami atakami tygrysów, uczynić nieatrakcyjnymi dla innych mężczyzn, lub zapobiec zdradom kobiet. Wedle jednej z legend, atakujące tygrysy zawsze rzucały się do szyi swojej ofiary przegryzając ją. Stalowe obręcze miały więc być na tyle silne i wytrzymałe, aby powstrzymać kły zwierzęcia. Druga legenda ma związek z mieszkańcami innych wiosek. Mężowie z plemienia Karen w obawie, że ich żonami mogą zainteresować się inni mężczyźni, nakazali swoim kobietom nosić obręcze, ponieważ wyglądały w nich bardzo nieatrakcyjnie. Ta nieatrakcyjność chroniła je przed spojrzeniami męskich oczu i zapobiegała aktom zdrady, bądź gwałtu. Kolejna wersja mówi, że kobiety noszące tradycyjne obręcze składają hołd smoczycy o imieniu Naga, posiadaczce długiej i pięknej szyi, która była matką plemienia.

Dziś niezależnie od tradycji kobiety decydują się na noszenie kilkukilogramowych obręczy z dwóch powodów: ze względu na tradycję, oraz dla pieniędzy. Obręcze stały się dziś dla nich sposobem na zarobek, bardzo skutecznym wabikiem, przyciągającym do wiosek turystów, którzy są skłonni zapłacić aby zobaczyć kobiety z długimi szyjami na żywo i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Niestety stały się również ich największym więzieniem. Tak naprawdę historia kobiet Padaung to opowieść o niekończącej się walce o wolność.

Dlaczego kobiety mają takie długie szyje?

Kobiety Padaung znane są ze swoich szyj, wokół których mają oplecione metalowe obręcze. Dorosłe kobiety zakładają aż do 25-ciu obręczy jednocześnie, które mogą ważyć nawet ponad pięć kilogramów. Pierwsze obręcze zakłada się już małym dziewczynkom w wieku 5-6 lat, aby przyzwyczaić je do ich noszenia i dokłada się po jednej obręczy do 21-go roku życia. Gdy osiągną 10 – 12 lat mogą wybrać, czy decydują się na dodatkowe obręcze, czy chcą zrezygnować z tradycji. Większość postanawia kontynuować zwyczaj.


Wbrew pozorom noszenie obręczy nie powoduje wydłużenia kręgów szyjnych, co jednoznacznie wykazały badania rentgenowskie. W miarę dokładania kolejnych, deformacji ulegają obojczyki, oraz klatka piersiowa, przez co szyja wydaje się być dłuższa. W rzeczywistości jest to jedynie optyczne złudzenie.

Czy noszenie obręczy jest niebezpieczne?

Fakty są takie, że noszenie obręczy nie powoduje wydłużenia szyi, a opuszczenie obręczy barkowych, co daje optyczny efekt długiej szyi. Według powszechnej teorii, noszenie obręczy tak bardzo osłabia kręgi szyjne, że po ich zdjęciu kobieta może złamać sobie kręgosłup. Jednak nie jest to prawdą. Zdjęcie obręczy według naukowców nie stanowi zagrożenia dla życia. Owszem, odczuwa się w takim przypadku dyskomfort, który jednak podobno mija po kilku dniach. Na skórze pozostają natomiast przebarwienia. Znane są mieszkanki wiosek i obozów, które w ramach protestu przeciwko wykorzystywaniu ich jako atrakcji turystycznej, zdecydowały się na zdjęcie ozdoby, a ani ich zdrowie, ani życie na tym nie ucierpiało. Ich szyje wcale się nie złamały według błędnie rozpowszechnianej torii.


Niemniej jednak, przy dużej ilości obręczy, utrudnione jest wykonywanie zwykłych codziennych czynności, a swoboda ruchu jest mocno ograniczona. Problemem staje się spożywanie posiłków. Kobiety mogą wkładać do ust jedynie małe porcje jedzenia, a pić przy użyciu słomki.

Co oznaczają żółte malunki na twarzach kobiet?

Wzory wykonane są pastą produkowaną z drzewa thanakha (tanaka) rosnącego w centralnej Birmie i stosowaną tam w tamtym rejonie od 2 tysięcy lat. Najbardziej tradycyjne malunki to kółka i wzór liścia. Pasta chroni przed promieniami słonecznymi, ma właściwości nawilżające, oraz stanowi rodzaj makijażu.

Gdzie można spotkać plemię Paduang?

Plemię Paduang można spotkać w jednej z trzech prowincji w północnej Tajlandii: Mae Hong Son, Chiang Mai i Chiang Rai. Trudnią się oni rolą, ale obecnie większość ich dochodów pochodzi z turystyki. Z łatwością powinniście znaleźć wioski zamieszkiwane przez Plemię „długich szyi” Paduang. Będąc na północy Tajlandii bez trudu można znaleźć kogoś, kto zorganizuje wizytę w wiosce kobiet z długimi szyjami. Okoliczne biura podróży organizują prywatne wycieczki do rezerwatów Karen. Cena waha się w przedziale 1000-1200 THB (100-120 zł). Dużo tańszą opcją jest dotrzeć do rezerwatów samemu wypożyczonym autem, lub skuterem. Koszt wynajmu skutera na jeden dzień to około 200THB plus 350 THB bilet wstępu do wioski.

Powszechnie uważa się, że najciekawsze rezerwaty mieszczą się w prowincji Mae Hong Son. My odwiedziliśmy wioskę w okolicach Chiang Rai, gdzie można było pospacerować po wiosce, w której toczy się „namiastka” dawnego, plemiennego życia. W wiosce tak naprawdę nie ma nic oprócz paru domów i rzędu straganów z taką samą chińszczyzną jak na straganach przed wejściem. Kobiety z plemienia Karen co prawda niektóre rzeczy wykonują same, jak np. szaliki i małe drewniane rzeźby, ale reszta sprowadzana jest z Chin.

Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwą wioskę, poznać ludzi w niej mieszkających, z pewnością musicie wybrać się na trekking dłuższy niż jednodniowy. Najlepiej wówczas dogadać się z przewodnikiem znającym miejscowe realia i język, często człowieka pochodzącego z danego plemienia, władającego angielskim, tajskim i swoim oryginalnym dialektem, który będzie w stanie wprowadzić was w panujące realia. Poza tym wioski są często położone w trudno dostępnych i znacznie oddalonych od Chiang Mai rejonach, łatwo więc zgubić się, a poza tym nie mamy pewności, jak zostaniemy przyjęci przez tubylców. Zapewne większość plemion jest przyjaźnie nastawiona do obcych, ale z pewnością zostały i takie, do których grupy nie docierają, więc ciężko przewidzieć reakcję.

Czy warto odwiedzić wioski zamieszkiwane przez plemiona górskie?

Moim zdaniem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony miejsce, to bardziej przypomina skansen niż prawdziwą wioskę, a jej mieszkańcy są wystawiani na pokaz niczym „ludzkie zoo” pozując turystom do zdjęć. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że gdyby nie turyści płacący za wstęp, to górskie plemiona pewnie nie przetrwałaby, a tradycje odeszłyby w niepamięć. Tak dzięki przyjeżdżającym turystom, płacącym za wejście, choć w niewielkim stopniu ta kultura jest utrzymywana i plemiona górskie mają szansę jeszcze przetrwać.

Turyści planujący odwiedzić wioski zamieszkiwane przez górskie plemiona na ogół spodziewają się zobaczyć namiastkę autentycznego życia. Natomiast jeśli szukacie tradycji i plemiennego stylu życia to niestety muszę Was rozczarować. Z pewnością w tym miejscu tego nie znajdziecie. Wioski jak dla mnie to typowa atrakcja turystyczna skomercjalizowana i nastawiona na zysk. Tak naprawdę w wiosce można zrobić dwie rzeczy. Kupić pamiątki na "plemiennych" straganach, oraz zrobić sobie zdjęcia z "mieszkańcami" ubranymi w tradycyjne stroje. Trzeba również pamiętać, że życie w tych wioskach to rzeczywistość ich mieszkańców, a nie spektakl dla turystów.


To co nam wydaje się niekiedy barbarzyńskim zwyczajem, ma często głębsze uzasadnienie. Dla wielu plemion deformacje ciała są swoistym „dowodem osobistym” jasno określającym przynależność do danej grupy etnicznej. Zresztą zapewne tamtejsze kobiety byłyby zszokowane wiedząc do jakich zmian są skłonne kobiety na innych kontynentach, do jakich ingerencji chirurgicznych, po których już nie przypominają samych siebie. Silikonowy biust, doczepiane włosy, sztuczne rzęsy, czy nowy nos – nas to już zupełnie nie dziwi…


Co Wy o tym myślicie ? Jakie jest Wasze zdanie w kwestii odwiedzania tego typu miejsc?

 

Copyright ©2020 by WhereTravelMarta&Lea. Design JB